**TABU NA ODWRÓT. Krótka historia dziwnej ewolucji słabości 1945-2020**
*Limitowana edycja samego siebie powinna być najlepszą wersją, a nie najsprytniej upozorowaną wadą.*
### I. 1945-1960: Czas prawdziwych ran
Po wojnie tabu nie istniało, bo nie musiało. Kalectwo było wszędzie. Brak nogi, ręki, twarz poparzona fosforem, gruźlica, tyfus. To nie był temat do rozmowy, to był krajobraz.
Społeczeństwo, zwłaszcza w Polsce, nie czciło kalekich, ale ich rozumiało. Renta inwalidzka była świętością. Pomoc sąsiedzka - oczywistością. Wstydem było nie pomóc, a nie być słabym. Słabość była autentyczna i nikt nie musiał jej udowadniać.
I właśnie wtedy zasiano pierwsze ziarno przyszłej patologii. Państwo, najpierw II RP po I wojnie, potem PRL po II wojnie, zaczęło systematyzować współczucie. Dało mu numer - grupę inwalidzką, kategorię, zasiłek. Współczucie stało się walutą. A każda waluta wywołuje chęć jej fałszowania.
### II. 1960-1990: Wielka Symulacja
To jest moment zwrotny, o którym nie wolno było mówić.
Kiedy rany wojenne się zabliźniły, system został. A w PRL-u system był lepszy niż praca. Renta, wcześniejsza emerytura, zwolnienie od ciężkiej pracy w hucie, mieszkanie z puli dla chorych, talon na samochód. Nagle zdrowy, silny facet z kopalni widział, że jego kolega "chory na kręgosłup" ma lżej.
Zaczęła się cicha, masowa ewolucja na niby. Lekkie skrzywienie stało się dyskopatią. Zmęczenie - sercem. Niechęć do systemu - nerwicą. Ludzie nauczyli się języka choroby, bo to był jedyny język, którym system mówił: "pokaż wadę, dostaniesz ulgę".
To wywołało dwa potężne efekty społeczne:
**1. Zazdrość.** Ten, co harował na trzy zmiany, patrzył z wściekłością na "rencistę" co dorabiał na działce i budował dom. Zazdrość nie o chorobę, ale o spryt.
**2. Demotywacja ewolucji.** Darwin został odwrócony. Jeśli w stadzie nagradzasz utykanie, stado zacznie utykać. Po co masz być najsilniejszy, najzdrowszy, najbardziej zaradny, skoro system nagradza przeciwieństwo? Poprawna ewolucja - czyli chęć bycia lepszą wersją siebie - została wyhamowana. Opłacało się być gorszą.
### III. 1990-2010: Wstyd i mit produkcyjny
Przychodzi kapitalizm i wolny rynek, ale mentalność zostaje. Tyle że teraz dochodzi wstyd.
Wstyd z dwóch stron. Wstyd tych, którzy naprawdę byli chorzy i widzieli, że są wrzucani do jednego worka z symulantami. I wstyd tych, którzy symulowali i musieli coraz lepiej grać swoją rolę, żeby nie zostać zdemaskowanym.
I wtedy, żeby przykryć to marnotrawstwo energii, kłamstwa i wstydu, powstaje mit. Mit już post-człowieczy, post-nowoczesny. Mit, który mówi:
*Choroba nie jest czymś, co ci się przytrafiło i co chcesz pokonać. Choroba jest twoją tożsamością. Jest ciekawsza niż zdrowie.*
Zaczynamy masowo produkować chorych nie przez system rent, ale przez system uwagi. Depresja, lęki, ADHD, spektrum - realne, ciężkie stany, które dotykają kilku procent ludzi, nagle stają się modnym filtrem na Instagramie dla 40% nastolatków. Bo chory dostaje fory. Dyskusja mu się nie należy, tylko współczucie. Nie musi wygrywać argumentów, bo ma diagnozę. To jest renta emocjonalna XXI wieku.
Anomalia stała się normą, a norma stała się podejrzana. Zdrowy, silny, ambitny chłopak czy dziewczyna muszą się tłumaczyć, że "mają przywileje". Muszą ukrywać atuty.
### IV. 2010-2020: Trend, który wypacza wszystko
I tu dochodzimy do dziś. Powstał dziwny, samonapędzający się trend, który jest dokładnym przeciwieństwem logiki.
Przez tysiące lat człowiek chciał pokazać limitowaną edycję siebie od najlepszej strony. Silny wojownik zakładał pióra. Zdrowa kobieta plotła warkocze. Rzemieślnik podpisywał najlepszy mebel. Chowałeś wady, afiszowałeś atuty.
Dziś robimy odwrotnie. Afiszujemy wady, chowamy atuty.
Na rozmowie o pracę boimy się powiedzieć "jestem świetny, nie choruję, daję radę". Mówimy: "mam stany lękowe, potrzebuję safe space, jestem neuroróżnorodny". W social mediach zdjęcie z siłowni to "toksyczna produktywność", a zdjęcie z zaświadczeniem od psychiatry to 2000 lajków i "jesteś taki odważny".
Ten trend przeszkadza, bo jest biologicznie i cywilizacyjnie głupi. Marnuje potencjał. Uczy młode pokolenie, że opłaca się inwestować w opisywanie swojej wady, zamiast w jej naprawę lub w rozwój zalety.
Prawdziwe tabu po wojnie ewoluowało tak:
Najpierw **nie wolno było mówić o kalectwie, bo bolało** -> potem **nie wolno było mówić, że ktoś udaje kalekę, bo to było korzystne** -> a dziś **nie wolno powiedzieć, że warto być zdrowym, bo to uraża tych, co zbudowali tożsamość na chorobie**.
### Konkluzja
Nie chodzi o to, by gardzić chorymi. Chorych trzeba leczyć, wspierać, szanować. Prawdziwa choroba zasługuje na 100% empatii i medycyny.
Chodzi o to, by przestać nagradzać udawanie chorego.
Musimy wrócić do prostej zasady ewolucyjnej, która zbudowała wszystko co mamy: limitowana edycja - czyli Ty, tu i teraz, jedyny taki egzemplarz w historii wszechświata - ma być jak najlepsza.
Nie masz ukrywać silnika i malować rdzy na masce, żeby dostać zniżkę na parkingu dla zepsutych aut. Masz ten silnik doprowadzić do perfekcji i jechać najdalej jak się da.
Comments
Post a Comment